26 kwietnia 1937 roku urodził się Jan Pietrzak, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów kabaretowych. W dniu swoich 81. urodzin, Jan Pietrzak o
Grupa Muzyczna Świt z Wrocławia śpiewa piosenkę Jana Pietrzaka. Fragment koncertu Jana Pietrzaka w Dąbrowie Górniczej. Koncert zorganizowany przez Klub Gazety Polskiej im. Henryka Glassa „Chudego Wilka” w ramach obchodów stulecia odzyskania niepodległości Polski. Prowadzenie Józef Kowalski. Dąbrowa Górnicza 9 września 2018.
Relacja Samanty Janas z Maciejem Stuhrem. Samanta Janas i Maciej Stuhr wzięli ślub w 1999 r., kiedy dziewczyna miała 22 lata. Byli małżeństwem przez 15 lat. W 2000 r. z ich miłości na świat przyszła Matylda. Wszystko skończyło się 17 stycznia 2014 r., kiedy para wzięła rozwód.
Sprawdź NIP, REGON i KRS firmy FUNDACJA JANA PIETRZAKA "TOWARZYSTWO PATRIOTYCZNE". Przeczytaj opinie jej klientów. Dowiedz się jakie są powiązania pomiędzy firmami. Dane z rejestru KRS.
Cena netto za szt. Dobre Miejsce - Katolickie Centrum Kultury oraz Towarzystwo Patriotyczne serdecznie zaprasza na koncert Jana Pietrzaka pt. "Dziękuję Ci Polsko za 85 lat". Gwarantujemy: Trochę wspomnień, dużo żartów, doskonałe towarzystwo na widowni. Podczas tego wyjątkowego wydarzenia usłyszą Państwo utwory dotyczące ostatnich
Fotoreportaż pod linkiem: http://ewinia.nowyekran.pl.neon24.pl/post/139073,98-rocznica-traktatu-wersalskiego-wystep-jana-pietrzakaFotoreportaż z "Wersal w uj
WPHUB. jan englert. + 2. oprac. Klaudia Kolasa. 05-09-2020 15:36. Pierwsza żona Jana Englerta cierpi na nieuleczalną chorobę. Barbara Sołtysik przebywa w szpitalu specjalistycznym. Barbara Sołtysik zyskała sympatię widzów dzięki rolom w serialach takich jak: "Dom", "Dziewczyna i chłopak" oraz "Barwy szczęścia".
Pierwsza żona Tomasza Antoniego Zamoyskiego VII ordynata. Urodziła się ok. 1716 roku, była córką Jana Bogusława Łubieńskiego kasztelana sandomierskiego i Teresy Bilińskiej. Pobrali się 1736 roku. W następnym roku przyszedł na świat ich syn Jan Nepomucen Antoni. Maria zmarła kilka dni po porodzie a wkrótce potem zmarł Jan Nepomucen.
Andrzej Rosiewicz z żona i dzieckiem, 1999 rok. Artysta jest urodzonym optymistą i to samo podejście chciałby przekazać swoim dzieciom. Wspólnie z żoną wpajają im najważniejsze wartości, by stały się dla nich kompasem w dorosłym życiu. Dla Andrzeja Rosiewicza rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu.
Kim jest żona Krzysztofa Jackowskiego? Odpowiedź na to pytanie daje książka Michała Pietrzaka "Krzysztof Jackowski. Testament jasnowidza". Pierwsza, będąca matką Adriana i Moniki
7bQpBJ. W uroczystej prezentacji tego dzieła obok samego autora wzięli udział prof. Andrzej Nowak oraz prezydencki minister in spe prof. Krzysztof Szczerski. „Śmiech i złość” skupia teksty z lat 2008-2015 i słusznie nosi podtytuł „felietonowa historia Polski.” Zauważa to także prof. Andrzej Nowak: „Jan Pietrzak jest przede wszystkim wnikliwym obserwatorem i uchwytuje w tej książce na gorąco układanie kolejnych warstw propagandowych kłamstw, często takich, o których już dawno zapomnieliśmy, przyduszeni najnowszymi pokładami zgnilizny emanującej z czwartej władzy III RP. Jan Pietrzak ten mechanizm znieprawienia nie tylko opisuje, ale i znakomicie analizuje,” mówił prof. Andrzej prof. Krzysztof Szczerski dostrzega wartość oraz istotę książki „Śmiech i złość” podkreślając: „W tym tomie Jan Pietrzak podjął się bardzo trudnego zadania. Bardzo łatwo bowiem z narzędzia, którym jest satyra, uczynić rzecz bezmyślną. I wówczas mamy do czynienia z tym, czym nie jest twórczość Jana Pietrzaka. To nie jest bezmyślny rechot, ale coś dokładnie odwrotnego. Wszystko to, co robi Jan Pietrzak, spełnia dwa warunki, które w moim przekonaniu są najważniejsze w tego typu twórczości. Po pierwsze takie teksty powinny służyć cnocie i być przeciwko występkowi. Inaczej zaczyna używać się tego bardzo silnego narzędzia, jakim jest satyra, do wykpienia wartości.”Jak wiemy z naszego własnego nadwiślańskiego doświadczenia dokładnie to bardzo często się zdarzało. Nieraz ludzie cnotliwi, o nienagannej reputacji stawali się obiektami zmasowanego ataku pogardy i szyderstwa. Także na ten styl „dziennikarstwa”, a właściwie pismactwa, odpowiedzią jest „Śmiech i złość” Jana Pietrzaka. W tym kontekście należy spojrzeć na drugi warunek udanej satyry, o którym mówi prof. Krzysztof Szczerski.„Drugi warunek jest taki, że prawdziwa satyra i prawdziwy felieton nie powinien mieć względu na osobę. Powinien właśnie raczej służyć temu, aby piętnować występek. W przeciwnym razie dochodzi do tego, co miało miejsce w ostatnich latach w polskim życiu publicznym i co w naukach społecznych tak elegancko nazywa się nieekwiwalentną redystrybucją godności. Pewna grupa uzurpatorów uważała siebie za monopolistów w zakresie godności myśląc, że należą im się wszelkie możliwe pozycje oraz zaszczyty. Natomiast resztę społeczeństwa uważała za publiczność, a nie partnerów,” tłumaczył zebranym na premierze książki „Śmiech i złość” prof. Krzysztof ostatni na spotkaniu prezentującym swoje dzieło wystąpił oczywiście mistrz Jan Pietrzak. „Przede wszystkim chciałbym wszystkim serdecznie podziękować. Pisząc moje felietony nigdy nie spodziewałem się, że tak zacni recenzenci będą o nich mówić. Ja swoją pracę zawsze traktowałem – no, nie powiem że z przymrużeniem oka, bo akurat zawsze je trochę przymrużałem – ale pisanie felietonów było czymś dodatkowym, gdyż brakuje w nim kontaktu z publicznością, który daje kabaret, gdzie mogę mówić, śpiewać i opowiadać. Ale to spotkanie premierowe mi to wynagradza!”Całość zakończyło wspaniałe wystąpienie Jana Pietrzaka, w którym widzom zaprezentował część kabaretową oraz koncertową. I tam – uwaga – miała miejsce kolejna światowa premiera. Jan Pietrzak po raz pierwszy zaprezentował swoją nową piosenkę pt. „Niech żyje Polska!”Trafiła na półki księgarskie książka o niezwykłej wartości, a jej autorem jest jeden z największych satyryków ostatnich dekad, człowiek, którego patriotyczna pieśń stoi w szeregu z najbardziej wybitnymi hymnami i pieśniami polskimi, wreszcie artysta, tyleż dowcipny, co błyskotliwy. Mowa oczywiście o Janie Pietrzaku, którego zbiór felietonów pt. „Śmiech i złość” nakładem wydawnictwa Biały Kruk ukazał się właśnie na polskim uroczystej prezentacji tego dzieła obok samego autora wzięli udział prof. Andrzej Nowak oraz prezydencki minister in spe prof. Krzysztof Szczerski. „Śmiech i złość” skupia teksty z lat 2008-2015 i słusznie nosi podtytuł „felietonowa historia Polski.” Zauważa to także prof. Andrzej Nowak: „Jan Pietrzak jest przede wszystkim wnikliwym obserwatorem i uchwytuje w tej książce na gorąco układanie kolejnych warstw propagandowych kłamstw, często takich, o których już dawno zapomnieliśmy, przyduszeni najnowszymi pokładami zgnilizny emanującej z czwartej władzy III RP. Jan Pietrzak ten mechanizm znieprawienia nie tylko opisuje, ale i znakomicie analizuje,” mówił prof. Andrzej prof. Krzysztof Szczerski dostrzega wartość oraz istotę książki „Śmiech i złość” podkreślając: „W tym tomie Jan Pietrzak podjął się bardzo trudnego zadania. Bardzo łatwo bowiem z narzędzia, którym jest satyra, uczynić rzecz bezmyślną. I wówczas mamy do czynienia z tym, czym nie jest twórczość Jana Pietrzaka. To nie jest bezmyślny rechot, ale coś dokładnie odwrotnego. Wszystko to, co robi Jan Pietrzak, spełnia dwa warunki, które w moim przekonaniu są najważniejsze w tego typu twórczości. Po pierwsze takie teksty powinny służyć cnocie i być przeciwko występkowi. Inaczej zaczyna używać się tego bardzo silnego narzędzia, jakim jest satyra, do wykpienia wartości.”Jak wiemy z naszego własnego nadwiślańskiego doświadczenia dokładnie to bardzo często się zdarzało. Nieraz ludzie cnotliwi, o nienagannej reputacji stawali się obiektami zmasowanego ataku pogardy i szyderstwa. Także na ten styl „dziennikarstwa”, a właściwie pismactwa, odpowiedzią jest „Śmiech i złość” Jana Pietrzaka. W tym kontekście należy spojrzeć na drugi warunek udanej satyry, o którym mówi prof. Krzysztof Szczerski.„Drugi warunek jest taki, że prawdziwa satyra i prawdziwy felieton nie powinien mieć względu na osobę. Powinien właśnie raczej służyć temu, aby piętnować występek. W przeciwnym razie dochodzi do tego, co miało miejsce w ostatnich latach w polskim życiu publicznym i co w naukach społecznych tak elegancko nazywa się nieekwiwalentną redystrybucją godności. Pewna grupa uzurpatorów uważała siebie za monopolistów w zakresie godności myśląc, że należą im się wszelkie możliwe pozycje oraz zaszczyty. Natomiast resztę społeczeństwa uważała za publiczność, a nie partnerów,” tłumaczył zebranym na premierze książki „Śmiech i złość” prof. Krzysztof ostatni na spotkaniu prezentującym swoje dzieło wystąpił oczywiście mistrz Jan Pietrzak. „Przede wszystkim chciałbym wszystkim serdecznie podziękować. Pisząc moje felietony nigdy nie spodziewałem się, że tak zacni recenzenci będą o nich mówić. Ja swoją pracę zawsze traktowałem – no, nie powiem że z przymrużeniem oka, bo akurat zawsze je trochę przymrużałem – ale pisanie felietonów było czymś dodatkowym, gdyż brakuje w nim kontaktu z publicznością, który daje kabaret, gdzie mogę mówić, śpiewać i opowiadać. Ale to spotkanie premierowe mi to wynagradza!”Całość zakończyło wspaniałe wystąpienie Jana Pietrzaka, w którym widzom zaprezentował część kabaretową oraz koncertową. I tam – uwaga – miała miejsce kolejna światowa premiera. Jan Pietrzak po raz pierwszy zaprezentował swoją nową piosenkę pt. „Niech żyje Polska!”
Występ Jana Pietrzaka i związanych z nim artystów w CSW Zamek U-jazdowski to wydarzenie szokujące i bezprecedensowe. Warszawska instytucja kultury od lat kojarzy się przede wszystkim z ambitnym programem związanym ze sztuką współczesną. Zaproszenie Pietrzaka to ukłon w kierunku obraźliwej prawicowej satyry i znak nowych porządków w Zamku. Za decyzją stoi Piotr Bernatowicz, który jest dyrektorem Centrum od 1 stycznia 2020 roku. Wiele wskazuje na to, że to dopiero początek zmian, a koncert Jan Pietrzak Entertainment zwiastuje nowe porządki w CSW. Koncert z cyklu “Zwycięski rok 20” zaplanowano na sobotę 6 czerwca. Wstęp na wydarzenie jest wolny, a data nieprzypadkowa - to właśnie od soboty można znów organizować koncerty na świeżym powietrzu, które wcześniej w związku z pandemią koronawirusa były zakazane. Wystąpi nie tylko Jan Pietrzak, lecz także artyści związani z Jan Pietrzak Entertainment: Piotr Rafałko, Bartek Kurowski, Jędrzej Kodymowski, Maciej Gnatowski oraz Kapela spod Egidy pod kierunkiem Mariusza Dubrawskiego. “Od lat odbywa się tu na przykład biletowany "Festiwal Co jest Grane", organizowany przez Agorę. W tym roku też był planowany na czerwiec, jednak organizatorzy przesunęli go z uwagi na okoliczności epidemiczne. Odbędzie się prawdopodobnie we wrześniu. Nie bardzo rozumiem zatem, dlaczego instytucja kultury może gościć muzyków zaproszonych przez Agorę, a nie może gościć muzyków zaproszonych przez Jana Pietrzaka? Na tym właśnie polega pluralizm, którym powinna cechować się publiczna instytucja kultury. Jak widać, niektórzy muszą się jeszcze 30 lat po obaleniu komunizmu tego pluralizmu uczyć” - napisał Bernatowicz na Facebooku. Redakcja zwróciła się do CSW o oficjalne stanowisko w sprawie koncertu “Zwycięski rok 20”. Beata Łupińska-Rytel z Działu Promocji i Komunikacji odpowiedziała: "Towarzystwo Patriotyczne – Fundacja Jana Pietrzaka zwróciło się do CSW Zamek Ujazdowski z pytaniem o możliwość zorganizowania koncertu Jana Pietrzaka i zaproszonych przez niego muzyków na dziedzińcu CSW Zamek Ujazdowski. Dyrekcja wyraziła zgodę na udostępnienie dziedzińca i współpracę w zakresie niezbędnego przygotowania dziedzińca do koncertu" - podkreślając, że to fundacja jest głównym organizatorem. Koncertem są zaniepokojeni różni ludzie związani ze światem kultury, oburzenie wyrażał Filip Springer i Jakub Majmurek. O zdanie spytałam Karola Radziszewskiego, artysty, który w swojej twórczości wiele poświęca problemom społeczności LGBT+ i jeszcze niedawno w CSW prezentował swoją retrospektywę, Jakuba Banasiaka, redaktora naczelnego magazynu “SZUM” i wykładowcę warszawskiego ASP oraz dr Magdalenę Wróblewską, pełnomocniczkę Dyrektora Muzeum Warszawy ds. naukowo- badawczych i wykładowczynię w Instytucie Historii Sztuki UW. Skąd tyle kontrowersji? Kim jest dyrektor CSW Piotr Bernatowicz? Bernatowicz jest znanym propagatorem tzw. “sztuki smoleńskiej” i ważną figurą dla programu rozwijania kultury w Polsce zgodnymi z ideami rządzącego w Polsce PiS-u. Już w 2011 roku na łamach czasopisma o sztuce “Obieg” domagał się miejsca dla sztuki poświęconej katastrofie smoleńskiej. Na początku swojej kariery historyka sztuki Bernatowicz nie przejawiał konserwatywnych fascynacji, pisał doktorat o Pablu Picassie, a jego promotorem był nieżyjący już Piotr Piotrowski, wybitny polski historyk sztuki, kontrowersyjny dyrektor warszawskiego oddziału Muzeum Narodowego. W pewnym momencie Bernatowicz zmienił orientację światopoglądową, uznał, że polskim światem sztuki rządzi lewicowa klika i postanowił walczyć o zmianę perspektywy. W 2014 roku został dyrektorem uznanej warszawskiej Galerii Arsenał, gdzie zasłynął prezentacją homofobicznych i seksistowskich plakatów Wojciecha Korkucia. Jego rządy wpłynęły na spadek prestiżu, który otaczał instytucję - miejska galeria zamieniła się w wokandę dla obraźliwych treści. Wiele wskazuje na to, że z warszawskim CSW będzie podobnie. “Zachował się jak apartczyk” - Centrum Sztuki Współczesnej* nie jest miejscem na organizację występów Jana Pietrzaka - podkreśla dr Magdalena Wróblewska. - To miejsce prezentacji sztuki najnowszej z bogatą tradycją eksperymentalnej instytucji ukształtowanej przez Wojciecha Krukowskiego, z ugruntowaną pozycją, rozpoznawalne na całym świecie. Piotr Bernatowicz tłumacząc decyzję zasłania się pluralizmem, którego podobno nie nauczyliśmy się jeszcze po upadku komunizmu, ale w swoich wypowiedziach nie argumentuje na rzecz wartości artystycznych czy kulturalnych działalności Pietrzaka. Co więcej, organizuje ten koncert w szczególnym momencie, wręcz symbolicznym, ponownego otwarcia instytucji po zamknięciu w czasie pandemii. W moim przekonaniu jest to czytelny sygnał, że nie sztuka najnowsza, a toporna, polityczna propaganda w najgorszym wydaniu będzie teraz domeną tej placówki, tak ważnej dla odbiorców szeroko rozumianej sztuki (obejmującej także teatr, perfomens, kino). To kompromitacja Piotra Bernatowicza na tym stanowisku. Zachował się jak aparatczyk, a nie dyrektor jednej z najważniejszych instytucji sztuki współczesnej w Europie - dodaje badaczka. “Powstaje świat równoległy” - Kiedy usłyszałem o koncercie, myślałem, że dyrektor potajemnie próbuje łatać swój budżet wynajmując dziedziniec CSW na komercyjną i kiepskiej jakości rozrywkę. Ale okazuje się, że nie, że właśnie tak ma wyglądać nowy program, bo do przybycia zachęca darmowy wstęp - komentuje Radziszewski. - Pietrzak to ponura postać, koniunkturalnie przytulająca się do prawicowej władzy i mediów. W jednym z wywiadów skarżył się, że niezależne samorządy nie chcą dawać pieniędzy na jego koncerty i jest wobec tego represjonowany. "Gdybym miał więcej możliwości moglibyśmy występować na rynkach miast. Najlepiej zamiast demonstracji LGBT-ów". Gdzie indziej homofobicznie stwierdzał: "Niech się schowają ze swoim seksem do szafy, a nie zawracają nam głowę, bo to jest agresywne narzucanie się, to jest robione sztucznie" - zauważa artysta. Wystawa Radziszewskiego “Potęga sekretów”, na której znalazło się wiele materiałów dokumentujących życie społeczności LGBT+ w Europie Środkowo-Wschodniej w okresie komunizmu, o której rozmawialiśmy w grudniu zeszłego roku, to jak przeciwległy biegun wobec tego, czym zajmuje się Jan Pietrzak Entertainment. - Koncert Jana Pietrzaka w CSW łatwo wyśmiać. Jednak warto potraktować go poważnie. Środowiska liberalno-lewicowe są nieodmiennie zdumione kolejnymi posunięciami prawicy, ostatecznie pozostając wobec nich bezradne. Tymczasem prawica kieruje swój przekaz do zupełnie innej grupy, bo wie, że na akceptację elit III RP i tak nie ma szans. Dokładnie to samo dotyczy elit artystycznych III RP i nowego programu CSW. Pietrzak to tylko pierwszy symptom – i wkluczenie nowej publiczności. Powstaje świat równoległy, który docelowo ma być silniejszy niż ten drugi. Tak jak ma to miejsce w przypadku innych segmentów naszego państwa - zauważa Jakub Banasiak. Zobacz również: Z Kujawskim pomagamy pszczołom
Sztambuch Jana Pietrzaka. Unikalna księga tworzona przez sieradzkiego regionalistę Fot. Paweł GołąbSieradzki regionalista Jan Pietrzak kultywuje tradycję gromadzenia wpisów od osób związanych z Sieradzem, którą zapoczątkował Jan Matusiak tworząc unikatową w skali kraju „Szkatułę Piórem Rzeźbioną”. Pamiątkowa księga, w której już z jego inicjatywy pozostawi ślad po zasłużonych dla miasta osób, to Sztambuch Sieradzki Jana Pietrzaka. W środę 10 czerwca w Spółdzielczym Domu Kultury nastąpi otwarcie wystawy poświęconej właśnie tej kiedy datuje się jego pasja dokumentowania? Jak przypomina Jan Pietrzak zaczęło się z końcem lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia od zachowania notki związanej z jego ukochanym lotnictwem. Z czasem zainteresowania się poszerzały i regionalista gromadzi wszelkiego rodzaju materiały związane nie tylko z Sieradzem, ale całym regionem sieradzkim. – Przybyłem do Sieradza w 1970 roku, bo zakochałem się w sieradzance. Potem zakochałem się w samym mieście i tak już zostało. Zbieram wszystko co się z nim wiąże, ale nigdy nie przypuszczałem, że to przyjmie taką formę. Wiedziałem oczywiście, że niezapomniany Jan Matusiak tworzy swoją niezwykłą księgę, z czasem byłem świadkiem, gdy zasłużone osoby się do niej wpisywały, a niektóre nawet trafiły tam z mojej inspiracji. Kiedy zmarł w 2007 roku – powiem szczerze – miałem cichą nadzieję, że padnie propozycja, bym kontynuował to wspaniałe dzieło, by przetrwało, takiej woli wtedy jednak nie było. Zdecydowano, że Szkatuła stanowi zamknięty rozdział, a szkoda, bo powstała kilkuletnia luka, której już niestety nie da się wypełnić – przypomina Jan Pietrzak, który pomysłu nie zaniechał i w końcu zaczął tworzyć swoją niezwykłą księgę, na którą składają się karty ze zdjęciem danej osoby i osobistym Jan Pietrzak został namaszczony na kontynuatora dzieła Jana Matysiaka podczas obchodzonego w tym roku 20-lecia Fundacji Wspierania Kultury Miasta Sieradza, która zadbała po śmierci twórcy Szkatuły o zachowanie jego bogatych na Sztambuch – jak przypomina Jan Pietrzak - zrodził się w 2010 roku, gdy zaczął porządkować swoje zbiory. - Pierwszą kartę przygotowałem dla Józefa Umińskiego. Ostatni żołnierz 31. Pułku Strzelców Kaniowskich zmarł jednak w styczniu 2011 roku i już nie zdążył się wpisać, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba starać się o zachowanie pamięci o takich ludziach. W tej sytuacji pierwszego wpisu dokonała Bożenna Antoszczyk, etnografka i twórczyni pierwszego muzeum w Wojsławicach. To też symboliczne, bo Sztambuch traktuję trochę szerzej wychodząc poza Sieradz. Chcę upamiętnić zasłużonych dla całej Ziemi wpisu – jak przyznaje Jan Pietrzak – nie zawsze przychodzi łatwo. Choćby dlatego, że Sztambuch sięga także do postaci już nieżyjących i regionalista prosi wówczas o wpisy członków rodziny lub inne osoby z nimi związane. W imieniu pilota Stanisława Skarżyńskiego wpisał się jego syn – w tym przypadku regionalista wybrał się aż do Krakowa, by go spotkać. Karta naukowca Arego Szternfelda opatrzona została natomiast notką jednej z jego mieszkających za granicą córek. Tu trzeba było czekać na wizytę bliskich pioniera światowej kosmonautyki w jego rodzinnym mieście. - Wszyscy podchodzą do mojej inicjatywy bardzo życzliwie. Jeszcze nie było przypadku, żebym spotkał się z odmową – cieszy się Jan nie wątpi, że Sieradz jest wart takich niezwykłych inicjatyw. – W dziejach Polski praktycznie nie ma takiego wydarzenia, w którym Sieradz i jego mieszkańcy nie odegrali znaczącej roli. Warto więc o tym przypominać, bo jest wiele postaci, które zostały niestety będą mogli z bliska przyjrzeć się niezwykłej księdze. O jej idei i zawartości mówić będzie wystawa „Sieradz i sieradzanie w Sztambuchu Jana Pietrzaka”, której otwarcie nastąpi w środę 10 czerwca w Spółdzielczym Domu Kultury w Sieradzu (al. Pokoju 11c). Otwarcie ekspozycji wyznaczono na godz. ofertyMateriały promocyjne partnera